Czym jest naprawdę życie zakonne dzisiaj? Warto przeczytać.

Na podstawie dokumentu:”Młode wino, nowe bukłaki” Fragmenty konferencji: O.Daniel OFM

Powołanie i tożsamość

Wyzwania ciągle nowe

Jaką zbudowaliśmy relację z Jezusem do dnia dzisiejszego?

Jakie jest nasze życie wewnętrzne z Nim?

Co myśleć, w świetle Ewangelii, o aktualnych trudnościach życia zakonnego?

Co mówi Jezus na wyzwanie do wierności dzisiaj młodym zakonnikom?

Istnieje problem życia zakonnego? Jesteśmy tego świadomi?

To pytanie budzi w nas bolesne zagubienie. Zdajemy sobie sprawę, że istnieje problem. Wśród różnych racji istnieje fakt, że osoba konsekrowana w erze technologii, przede wszystkim w starej Europie, ryzykuje stając się ofiarą swoich własnych sukcesów i inteligencji oraz rezultatów swoich zdolności operatywnych i zmierza ku innej drodze, do ogołocenia i pustki serca. Ufa się tylko trwałym przyzwyczajeniom, które wytworzyła historia zgromadzeń. Nie mam nic przeciw technologii czy inteligencji, ale uwiliśmy w tym sobie gniazdko, zapominając o istocie życia zakonnego. Opróżniło się nasze serce z tego co istotne.

Po Soborze Watykańskim II liczne zakony zachłysnęły się magicznym słowem: „odnowa” i tak pole horyzontu się przemieniło. Przeszło się z centralnej postawy jaką jest Chrystus i Jego Królestwo do przesadnego aktywizmu, biorąc niejako przykład ze społeczności bardzo zestresowanej. Działaliśmy na różne sposoby, aby upodobnić się do tego wszystkiego co społeczeństwo wokół nas buduje.

Co nastąpiło? Przeszliśmy od wielkich granic Królestwa Bożego i pałającej miłości apostolskiej do sklerotycznych dzieł, które dzisiaj, niestety, stały się bez znaczenia. Wiele domów zakonnych, które pozostały tylko jako „muzeum”, które nie przemawiają już do nikogo, nie przynoszą owocu ani materialnego ani duchowego więcej, tylko wymagają opłat. Od energii jaka powinna bić od danej wspólnoty pełnej życia i wigoru, doszliśmy do wspólnot bardzo małych, skrajnie koniecznych. Przez co też brakuje w nich kreatywności. Wspólnoty raz tracąc owe wielkie horyzonty (cele), przemieniły się w rodzaj „życia razem”, nieformalną grupkę, jedna obok drugiej tylko zaspakajając własną przyjemność bez nadziei i dialogu kreatywnego. Entuzjazm dla życia konsekrowanego został zgubiony a wierność stała się krucha i bardzo trudna do zachowania. Oto obraz naszej rzeczywistości, której zresztą jesteśmy świadomi.

I tak znajdujemy się przed trzema wielkimi zagrożeniami na poziomie: osobistym, instytucjonalnym i zakonnym.

  1. Zagrożenia na poziomie osobistym

Siostry są smutne, czują się samotne, czują lęk, że nie poradzą sobie w życiu (chodzi o siostry młode). Często są odbierane jako błyskotliwe, szybko się przystosowują, wchodzą w apostolat, ale doświadczają głębokiej samotności w swoich wspólnotach. Wydaje się to być paradoksem. Nie mają kontaktu ze współsiostrami. Zniechęcają się szybko, czują się przeciętne, nie rozumieją siebie i innych, nie znajdują przyjaźni prawdziwych. Młoda profeska pisała: Jakiś czas temu skończyłam 24 lata i przepłakałam cały dzień. Życie mnie przeraża, boję się. Jaka będzie moja przyszłość?

Trudności osobiste, wspólnotowe, samotność, starość często są murem o jaki zderzają się młode osoby, które przychodzą do naszych wspólnot.

  1. Zagrożenia na poziomie instytucjonalnym

Czasami rodzi się złość na jakąś przełożoną, która jest mało dostępna, mało czujna albo niezdolna do swojej funkcji. Zniechęcenie powstałe nadmiarem pracy często niepotrzebnej, banalnej. Podejście twarde, bez serca; nie będąc zrozumiana. Są siostry, które lamentują się, że nie mają wystarczająco czasu na modlitwę, na milczenie, medytację albo na życie wspólnotowe bardziej pogłębione. Czują się jakby zduszone, przytłoczone, często ograniczone, o sposobie myślenia, że są niczym albo mniejszością .

  1. Zagrożenia na poziomie religijnym

Życie wspólnotowe jest jakby zamknięte, obojętne, spłaszczone o religijności trochę spowszedniałej. Niektóre siostry mówią niestety, że Msza św. nie mówi już im nic; Lectio Divina także nic. Zgromadzenie szuka tylko sukcesu, wymaga wartości, ale nie jesteśmy w stanie już zrozumieć jakiej. Owszem szukają jeszcze Chrystusa, ale nie Kościoła. Dzisiaj nie zdecydowałyby się być siostrami. A w niektórych jest lęk w popadnięcie w rezygnację i wyczerpanie.

Na podstawie tego obrazu trzech poziomów: osobistego, instytucjonalnego i ściśle życia religijnego, jaką odpowiedź możemy dać tym siostrom? Jaką odpowiedź możemy dać dla nas samych? Także środowisko zakonne często proponuje odpowiedzi błędne, które wprowadzają zamieszanie. Niestety są też fałszywi nauczyciele życia, którzy wprowadzają wzory ze świata; nauczyciele, którzy uczą jak opuścić ciało, czas i przestrzeń, aby znaleźć życie prawdziwe, ale niestety ostatecznie zostawiają osoby zakonne jeszcze bardziej samotne i bardziej otwarte na anomalie. Jeśli w życiu wspólnoty nie znajdziesz środowiska zdolnego przyjąć cię, które pozwoli ci wypowiedzieć się, być sobą; środowisko które pozwoli ci poczuć się przede wszystkim KOBIETĄ a później siostrą zakonną, niestety pójdziesz szukać tych rzeczy poza wspólnotą i poza zgromadzeniem. Sumienie każdej osoby domaga się autentyzmu, spontaniczności, wrażliwości, respektu do własnych uczuć. Oczywiście zależy na ile sumienie zostało uformowane. Siostry szukają jedynie spójności a jest ona w głębi nich samych: spójność uczuć i emocji.

Co mówi nam Ewangelia w takich przypadkach? Wszystko to prowadzi do odkrycia naszej słabości. My niestety nie zdajemy sobie sprawy że jesteśmy słabi. Pokładaliśmy nadzieję w naszych zabezpieczeniach i nikt nie myślał, że one stracą wszelkie znaczenie i że one nas zawiodą (domy, dzieła, brak ludzi, a te które są, są słabe). Weszliśmy w pewien stan cierpienia i niezdolności zrozumienia tej sytuacji.

Mt 19,16-22 Ewangelia o bogatym młodzieńcu

Co mam zrobić, aby osiągnąć życie wieczne”. – pyta młodzieniec. Jezus, odpowiadając nic nie mówi o życiu wiecznym, ale zwyczajnie odpowiada: jeśli chcesz. Jeśli chcesz wejść w życie. To pokazuje nam, że prawdziwy kryzys życia zakonnego to osłabienie życia w Chrystusie Jezusie. Nowe życie w Jezusie Chrystusie! To nowe życie bazuje przede wszystkim na przykazaniach. „Jeśli chcesz osiągnąć życie wieczne, zachowuj przykazania” mówi Jezus do bogatego młodzieńca. Dopiero później następuje zabieganie o dobro większe, o doskonałość: „Jeśli chcesz być doskonały…” Łk 18,22. Jeszcze dalej życie według ducha „Błogosławieństw” a następnie naśladowanie Jezusa: „Idź sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim a potem przyjdź i chodź za Mną…”. My ten porządek wartości zaburzyliśmy. Zachowaj przykazania, jeśli chcesz być doskonały, życie wg błogosławieństw i naśladowanie Chrystusa. Więcej, w korzeniach nauki Jezusa dowiadujemy się, że mamy przejść tę samą drogę paschy co On. Śmierć i Zmartwychwstanie. Oznacza to przejście z życia duchowego depresyjnego do życia dynamicznego, które ma Jezusa Zmartwychwstałego jako centrum naszej drogi. Nowe życie jest pełne nadziei ponieważ Chrystus umarł i zmartwychwstał. Przecież my w tego Chrystusa wierzymy! Niestety wiele osób zakonnych pozostało tam w wydarzeniach Wielkiego Piątku. Aby to zrozumieć wystarczy spojrzeć na nasze twarze :(. My wierzymy w Chrystusa Zmartwychwstałego!!! Przemienione oblicze Boga to oblicze ludzkie Jezusa. Oznacza to, że należy przejść od życia duchowego depresyjnego do życia dynamicznego, gdzie Jezus Zmartwychwstały jest centrum tej podróży; życie nowe i pełne nadziei ponieważ Chrystus umarł i zmartwychwstał. Obserwujemy, że bogaty młodzieniec odchodzi zasmucony. Oczywiście nie wystarczy postawić szczere pytania jeśli się nie ma miłości głębokiej do Jezusa, która zajmie całą przestrzeń naszego życia. Wszystko! Całą przestrzeń. Wszystko. …W życiu należy podążać drogą błogosławieństw jakie wskazuje Jezus. Nasze nowe życie to Jezus ubogi, miłosierny, prześladowany i wprowadzający pokój. Życie nasze powinno być jedno z życiem ubogim Jezusa, miłosiernym, cichym, prześladowanym. Żyjąc z Nim staje się ON naszym życiem. Jezus nas, drogie siostry, zachęca do wytrwałości z Nim. Nie unikanie czasu, ale wytrwała stałość z Nim. Trzeba nam zwolnić miejsce dla Jezusa. Nie chodzi tu o czas wolny, ale o coś więcej od osób zakonnych sióstr i braci. Być nie tylko z Panem, ale być jak nasz Pan! Życie konsekrowane zachęca do przyjęcia takiego życia Jezusem, zjednoczenie z takim życiem Jezusa. To jest to co nas wyróżnia. Jeśli zgubiliśmy ten horyzont, musimy i chcemy go odzyskać. Z tego miejsca powinniśmy ruszyć! My natomiast przyzwyczailiśmy się do liczenia: ile nas jest, ile nas zostało? Robimy statystykę powołań. Popadliśmy w kompleks bezsilności. Spostrzegamy siebie jako małą grupkę, mniejszość, przesiąkniętą wątpliwościami. Wszystko to jest jednak zgubne, zabójcze i szkodzi życiu konsekrowanemu! Mężczyźni i kobiety bez nadziei!

Od czego ruszyła historia ludzkości? Od małej „reszty”. Musimy zmienić naszą perspektywę przyszłości i zdecydowanie poczuć, że jesteśmy zaczynem. Jezus nie wymaga wielkich rzeczy, nie żąda wolontariatu, pragnie natomiast, że zamienimy nasze życie na zaczyn do ciasta, wzniecimy miłość. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek trzeba dać miejsce nadziei!że Jezus jest obecny i zajmuje w nas wszystko. Zagubiliśmy ten horyzont. Straciliśmy go z oczu.

Życie zakonne nie jest odbierane dziś jako miejsce działania Ducha Świętego. A przecież już Sobór Watykański II powiedział, że życie zakonne w swych członkach ukazuje nieskończoną moc Duch Świętego, cudownie działającego w Kościele ( Lumen Gentium 44). Nie powinniśmy byli ukazać tę nieskończoną moc? Czy nasi założyciele byli mniej silni i bardziej nieudolni od nas? Oni na pewno mieli w sobie Ducha Świętego, który ich pobudzał do działania. Umieli liczyć na Niego. Musimy zaprzestać użalania się nad sobą! Mówić o kryzysach! Przestańmy winić siebie nawzajem! Co doprowadziłoby tylko do powiększenia naszych lęków a w konsekwencji do zamieszania wokół nas. Dzisiaj duch prowadzi nas od „ilości” znaków jakie występują do „jakości” tych znaków. Jesteśmy wezwani do uczestniczenia w nowych narodzinach Kościoła a nie zatrzymywania się na liczbach. Trzeba nauczyć się przyjąć znak małej trzódki, tzn., znak wiary – gony.

Nawrócić się ku temu co jest decydujące w Kościele dzisiaj! My natomiast nadal pokładamy nadzieję w aktywizmie racjonalnym, programowym. Problem nie jest w tym, aby za wszelką cenę zmienić model postępowania, ale by w centrum życia konsekrowanego postawić Chrystusa. Jedyne źródło sensu działania. Z drugiej strony mówiąc, co oznacza odnowić się? Czy przez ubiegłe lata nie robiliśmy wszystkiego, aby się odnowić? Jakie były tego rezultaty? Sobór Watykański II polecał być światłem dla ludu (lumen gentium), oświecać świat Chrystusem. To polecenie mimo, że było dla całego Kościoła a więc do wszystkich chrześcijan to w swej istocie było szczególnie poświęcone życiu konsekrowanemu wezwanemu, aby zachęcać i wspierać każdego chrześcijanina w dążeniu do doskonałości. Od dawna słyszymy na różnych sympozjach, spotkaniach propozycje nowych modeli życia konsekrowanego. Próbowaliśmy już wszystkiego. Co to wszystko oznacza, że rzucamy wszystko, zostawiamy, wylewamy dziecko z kąpielą, z brudną wodą? Nie! Nie! Sytuacja historyczna dzisiejszego świata jest okazją jaką ofiaruje nam Pan, aby przemedytować co jest naszym korzeniem, tzn. jedynym modelem, którym jest Chrystus, kerygmat wszystkich wzorów. Musimy wrócić do korzeni! Musimy wrócić do korzeni! Chyba nie rozumiemy co to oznacza!?Nasze zgromadzenia, które chciałyby jedynie ukazywać Chrystusa muszą to czynić wiarygodnie. Nie zajmujemy się zbytnio sobą? Naszymi domami? Małą ilością sióstr? Jedna rzecz jest jasna, instytucja zakonna, która w całej mierze kładzie akcent na siebie a nie na Chrystusie, nie obchodzi ją ani świat, ani ewentualne powołania. Wzór jaki Chrystus nam proponuje to nie jest ilość, ale jakość, bycie zaczynem żyjąc miłością i miłosierdziem, jak mówił Sobór. Nie ma innych dróg. Jeśli chcemy, aby życie zakonne rozkwitło trzymajmy się tego. Słabym punktem życia zakonnego jest to, że ruszyło samo w poszukiwaniu odpowiedzi teoretycznej na „wyzwania dzisiaj”. Zostawiając z boku to co naprawdę jest ważne w życiu zakonnym: prawdziwy i jedyny przywilej Jezus Chrystus, Jego śmierć, zmartwychwstanie i wstąpienie do Ojca – Chrystus jest jedyną rzeczą, która się liczy.

O co nas prosi Pan poprzez te kryzysy? Wszyscy mamy potrzebę oczyszczenia. Nasz kryzys to osłabienie w miłości do Chrystusa! Jak przemienić kryzysy i trudności w okazje do łaski? To oznaczałoby spojrzeć wstecz na życie Chrystusa. Wrócić pamięcią do tego co uczynił Chrystus poprzez swoje życie i śmierć i zmartwychwstanie. Co robić konkretnie? Od czego zacząć? Niektórzy myślą, aby bardziej, więcej kształcić osoby zakonne. Róbmy to, czemu nie. Potrzebujemy zakonnic super wykształconych, super habilitowanych, super przygotowanych. Myślę, że samo wykształcenie nic nie da. Zdarzały się osoby, które prosiły o wyjazd na studia, ale okazywało się, że to po prostu były ucieczki. Trzeba zacząć od życia osobistego, duchowego bardziej autentycznego, które da na modlitwie całkowite miejsce Duchowi Świętemu i pozwoli mu działać. Jezus na Górze Tabor podczas modlitwy się przemienia. Współcześni święci jak np.Matka Teresa najpierw, przed podjęciem jakiegokolwiek działania oddawała się miłości Chrystusa. Gdy siostry szły do najuboższych z ubogich najpierw szły na modlitwę. Godziny, godziny modlitwy. Oto jest nasze źródło gdzie mamy powrócić. Św. Jan Paweł II mówił, że nie forma nas zbawi, ale osoba. Ta pewność znajduje się w słowach: Ja Jestem z wami! Program już istnieje – mówił Ojciec św. – ten od zawsze, zebrany w Ewangelii i tradycji. Zadaniem naszym jest poznać, kochać, żyć w Nim życiem Trójcy.

Powróćmy w te miejsca gdzie doświadczyliśmy radości i pragnienia tego daru życia konsekrowanego. W to miejsce mamy powrócić. To jest miejsce wyjątkowe dla każdej z nas, ponieważ z stamtąd wyszedł nasz program życia. Święty Jan mówi o radości idealnej w komunii. Chodzi o nadzieję, która przemienia się w zaczyn. Ta jedność z Ojcem i Duchem w Jezusie Chrystusie jest naszą jednością. A więc nadzieja z Bogiem i w Bogu, z braćmi i siostrami w komunii Kościoła. Jan mówi o radości i nadziei, którą nam przekazali „my przekazujemy wam abyście i wy byli w komunii z nami”. Życie jest radością wspólnoty. Dla nas jest to często bardzo trudne. Rozmawiamy ze sobą, mówimy przede wszystkim o tym co nie jest tak, co jest złe. Jeśli ktoś przeżywa coś pięknego w swoim życiu, jakieś doświadczenie wewnętrzne, często pozostaje to głęboko we wnętrzu jego serca. Nie jesteśmy w stanie przekazać tego piękna, którego Pan w nas dokonuje. Nie jest to nic innego jak odrodzić naszą godność, wlać to nowe wino do wspólnoty. Jeśli nie ma tego życia w Bogu i z Bogiem to co my chcemy głosić? Co przekazywać? Tak jak głoszą Ewangelie o Jezusie: życie ubogie, wyśmiewane, ukrzyżowane a później zmartwychwstałe. W tym jest ukryte życie, które zakony, wspólnoty powinny przekazywać. Tu odnajdziemy wspólnotę. Tu znajdziemy powołania. Młodzi ludzie, którzy zaglądają do naszych wspólnot nie oczekują niczego innego. Nie wiem czy zdajecie sobie z tego sprawę, że mówi się o kryzysach we wspólnotach zakonnych a w tych ostatnich latach przepełniły się zakony klauzurowe. Postawiliście sobie pytanie dlaczego tak jest? Ponieważ kiedy jakaś dziewczyna czy chłopak dokonuje wyboru drogi życiowej ( a teraz nie przychodzą młodzi w wieku 15 lat, już nie, może powyżej 30 jeśli dobrze pójdzie) i tego wyboru dokonuje w wieku 30 lat, potrzebuje czegoś innego, bardziej mocnego, bardziej radykalnego od zwykłego życia, czego nie znajduje w naszych instytutach. A więc zakony klauzurowe otrzymują powołania mocne, głębokie, zdecydowane. Tutaj nie. Dla wielu jest to pójście za sentymentem, niezdecydowani, wielu żyjących wiernością, ale w rzeczywistości żyjący w kryzysach.

Do młodych podejmujących życie zakonne mówię: musisz wybrać i jeszcze raz wybrać. Wierność życiu zakonnemu to nic innego jak wybór! Życie zakonne podejmuje się jako decyzję otwartości na 360*.Nie ma jakiejś części, którą możemy zachować dla siebie! Podobnie w życiu małżonków, w życiu rodzinnym. Jest jakaś część, która jest moja, że nie dopuszczam tam nawet Ducha Świętego 🙂 . Otwartość na 360 *, zupełna, pełna, która dostarcza tlenu nadziei. Oczywiście ta decyzja musi zmierzyć się z istniejącymi słabościami i lękiem. Jednak intencja rozpoczęcia drogi musi być ta, aby szukać woli Bożej w swoim życiu, zaryzykować wszystko dla MIŁOŚCI. I to „na zawsze” co tak bardzo przestrasza wszystkich. Na zawsze! Na zawsze. Tak mówią ludzie zakochani: kocham cię na zawsze. Niestety później wszystko się kończy. Sentymentalizm, emocje, nic głębszego, radykalnego, autentycznego. W księdze Ozeasza czytamy: „lud mój jest chory przez swoją niewierność, ale moje serce wzrusza się we mnie a moje wnętrze pełne jest litości”. Mocne są te słowa.

Rozważyliśmy to czego oczekuje od nas Jezus. Teraz musimy zobaczyć i powiedzieć jakie są nasze oczekiwania. Wybrać to życie, ale nie jak bogaty młodzieniec, który pozostał smutny, ale jak inny młodzieniec, który powiedział: ”Mistrzu, pójdę za Tobą dokądkolwiek się udasz”. Oznacza to nie zawracać z drogi raz obranej! Wobec wymogów jakie nam stawia wszystko jest jasne, kto chce iść za Nim dokądkolwiek się uda Jezus odpowiada: „ lisy mają swe nory a ptaki swoje gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma gdzie by głowę mógł skłonić”. Wybrać takie życie oznacza, mieć wzrok utkwiony w Miłość niezmierzoną Chrystusa, która jest źródłem wszelkiej łaski. Po tym jak wybrałyśmy Jezusa w naszym życiu mamy Go wybrać również we wspólnocie i ze wspólnotą. To my wybrałyśmy życie wspólnotowe czy ktoś inny nas o to prosił? Razem ze wspólnotą rozważyć o tej radości, o której mówi Jan w swoim liście, jedność z Ojcem i Synem, jedność między nami tzn. między tymi, którzy wybrali tę drogę życia. Odnowić nie tylko w nas nadzieję w tych czasach tak trudnych, ale także odnowić tę pewność, że Duch Święty nie jest zmęczony ani tym ani innym Zgromadzeniem, ani Kościołem, ani historią. Chodzi o to, aby pogłębić co oznacza umieścić Chrystusa w centrum wspólnoty. W tym potrzebujemy rozeznania. Ogromnego rozeznania. Należy przejść od „zachwytu” do „naśladowania”. Trzeba, aby nasze wspólnoty prezentowały osoby konsekrowane hojne w dawaniu siebie i po ludzku bogate i radosne. Może Duch Święty prosi nas o jakiś impuls odnowy, aby poszerzyć horyzonty naszego świadectwa. Ta ufność czyni nas zdolnymi do wyjścia z naszych lęków, pozwala nam wierzyć w to, że jest przyszłość nie tylko dla życia zakonnego, ale również dla każdego człowieka na ziemi. Może byłoby właściwym krokiem stworzyć „miejsca – znaki” życia prawdziwego powołania. Nie organizuje się wspólnoty, ale się ją stwarza. My niestety organizujemy nasze życie we wspólnocie, ale nie jesteśmy w stanie jej stworzyć. W Eucharystii każdy przyjmuje swoją siostrę czy brata. Stajemy się w ten sposób dla siebie i dla innych wspólnotą-znakiem nadziei. Eucharystia przypomina nam, że jest obliczem nadziei i paschą Jezusa. Styl życia Chrystusa staje się także naszym stylem życia przez powołanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *